Chodzi za mną leń . Chory Ambroży Jak wiatr po bezdrożach. Jak wino. Jak wulkan. Jak zapomnieć o tobie. Jak żyć Jeszcze lato. Jeszcze nie czas na sen.
Many translated example sentences containing "bezdrożach" – English-Polish dictionary and search engine for English translations.
Lato, lato, lato czeka Razem z latem czeka rzeka Razem z rzeką czeka las A tam ciągle nie ma nas Lato, lato, nie płacz czasem, czekaj z rzeką, czekaj z lasem W lesie schowaj dla nas chłodny cieo Przyjedziemy lada dzieo . Lato, lato, mieszka w drzewach Lato, lato w ptakach śpiewa Słoocu każe odkryć twarz Lato, lato jak się masz ?
Pewnego dnia zacząłeś iść. I odtąd już przez resztę dni. Przez cały czas wciąż byłeś tylko drogą. Pewnego dnia zgubiłeś sens. Szukałeś go, a czas twój biegł. Znalazłeś dzień i oto idziesz dalej. Pewnego dnia, przez cały świat. Przez resztę dni, przez deszcz i wiatr. Przez chłód i żar, po drogach i bezdrożach.
Off road, czyli jazda po bezdrożach autami 4x4. Zobacz, gdzie możesz przejechać się w Polsce. Marzysz o tym, żeby wreszcie usiąść za kierownicą potężnego samochodu, który doskonale sprawdzi się w niemal każdych warunkach? Chcesz poczuć się niczym mistrz off roadu, któremu niestraszne są żadne drogowe niespodzianki? Proszę
W maju '96 prowadziła trasę Beskidzkiego Traktu "Romantyczni i rozważni" - potem jednak po ponownym obejrzeniu filmu stwierdziła, że jest bardziej rozważna niż romantyczna. Gorce nie są jej obce, jednak jak przystało na posiadacza blachy SKPB nr 500 większość imprez prowadziła w Bieszczadach.
Tłumaczenie hasła "bezdroże" na angielski . tracklessness, wasteland to najczęstsze tłumaczenia "bezdroże" na angielski. Przykładowe przetłumaczone zdanie: Pięknej kobiecie, takiej jak pani, nie wolno jeździć po bezdrożach bez opieki. ↔ A beautiful woman like you can’t go riding off in the wild without escorts.
I trudno się temu dziwić, skoro większość z nich przepija, zamiast zanosić do domu, gdzie czekają na niego żona Swietłana i malutki synek. Po co się ożenił i spłodził dziecko – sam pewnie nie wie. Może łudził się, że w ten sposób zbuduje sobie przytulne gniazdko rodzinne, którego sam w dzieciństwie został pozbawiony.
Śpiewa lato łanem zboża,koronami starych drzew.Gdzie oczy niosą, nieznaną szosąze swoim cieniem za pan brat. Za horyzontu jasnym kręgiemnieznany czeka świat.Chodzi lato po bezdrożach,po drożynach, byle gdzie. Śpiewa lato … Chodzi lato po bezdrożach Read More »
O, ZIEMIO POLSKA znajdziesz w 3 publikacjach wymienionych poniżej: cena 132,95 zł. Zajrzyj do środka. Oto kilka stron z publikacji: "Tochter Zion, freue dich" to pieśń Georga Friedricha Händla (1685 - 1759) skomponowana w oryginale na chór a capella. Dzieło należy do jednych z najbardziej popularnych utworów kompozytora.
mvRn. Jan Korcz na dachu gorzowskiej kamienicy. Zdjęcie Waldemara Kućko, znanego fotografika które znajduje się w Muzeum Lubuskim Gdy tak patrzę na tego starannie ubranego malarza, jakoś nie przystaje obraz zaniedbania, który zachowałam z młodości. Podejrzewam, że został specjalnie ubrany, bo wygląda jak angielski gentelmen…..jednak wygrzebuję z pamięci ten kapelusz…. Często zaglądam do portalu MM- Gorzów, z sympatii dla miasta i mieszkańców. Jak już nie raz pisałam, tam się urodziłam i przebywałam do matury. Portal był mi kiedyś szczególnie bliski, gdy tam zamieszczałam swoje artykuliki , zażarcie dyskutowałam z ludźmi ukrywającymi się pod różnymi Nickami i wcale mi nie przeszkadzało , że ponoć jedna osoba miała kilka internetowych imion. Tamte czasy minęły bezpowrotnie, ale czułość jakaś została. Przed kilkoma dniami przeczytałam tam o zamiarze wydania przez Muzeum Lubuskie albumu z obrazami kiedyś bardzo popularnego człowieka, uznanego malarza , Jana Korcza. Pamiętam tę postać z ulic gorzowskich, uznawany był za dziwaka. Któregoś dnia szedł przede mną stawiając jedną nogę na chodniku a drugą w rynsztoku, już na szczęście nieczynnym, suchym. Długa była ta nasza droga i niezwykle dla mnie fascynująca…. Teraz znalazłam artykuł mojego śp. brata, Zenona Łukaszewicza , który zamieszczono w 1960 roku we „ Współczesności „ . Pomimo tego, że autor nie używa nazwiska malarza, ale ponoć – jak mi kiedyś mówił, jest to rzecz o Janie Korczaku. Ile w tej historii prawdy, ile fantazji mojego Brata, nie wiem….a oto cały ten tekst: Dwugarbne wielbłądy Zenon Łukaszewicz Art. zamieszczony we „Współczesności” 1960 Ubiegłego roku, w gorącym i dychawicznym lipcu, w wieczór sypiący brudnym piaskiem na rozgrzanych ulicach, słońce wisiało już nisko nad ziemią, w szpitalnej sali pootwierane okna lekko stukały o siebie, pościel na łóżkach zszarzała, wtedy podszedł pan K. z czołem lśniącym gruzełkami potu i wstydliwie jakby zasłaniając kawałkiem popstrzonej farbą szmaty swój nowy pejzaż, szepnął, może pan kupi , niedrogo, tylko dwieście złotych, inni już kupili , a potem usprawiedliwiając się dodał ,bo wie pan, wychodzę już do domu, przydałoby się trochę forsy, odsłonił prostokąt tektury, to chyba impresjonizm, spytałem, pan ciekawie maluje ,ale ja nie mam pieniędzy ,ano, szkoda, powiedział i odszedł szybko w głąb sali. Pan K, jest malarzem z prawdziwego zdarzenia, absolwentem Akademii Sztuk Plastycznych w Warszawie, posiada legitymację Związku Polskich Artystów Plastyków , rok przebywał na studiach malarskich w Paryżu, obecnie mieszka w małym powiatowym mieście na naszych Ziemiach Zachodnich. W miasteczku tym, liczącym około pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców , są: kilka szkół stopnia licealnego i wiele innych typu podstawowego , Studium nauczycielskie, ów , duży przemysł tudzież jeden interesujący literat ( pan M.)oraz jeden doświadczony plastyk –pan K. Onże pan K. kiedyś przykucnął przy moim łóżku i zapytał , czy słyszałem o Akademii Sztuk Plastycznych w Monachium. O, to szkoła z tradycją- odparłem. No właśnie, z tra-dy-cją przyznał mi skwapliwie pan K. Ale wyszło stamtąd również wielu kiepskich, bardzo niedobrych malarzy. Akademizm , narzucający surowe rygory ciekawym indywidualnościom , krępujący ich rozwój, skostniała tradycja, maniera…och , to mnie nie dotyczy, przerwał pan K., ja wyszedłem zwycięsko, zachowałem swoją twarz , chociaż nie byłem w Monachium. Twarz….jaką twarz posiada pan K., dyplomowany artysta –malarz, człowiek średniego wzrostu, brunet, właściciel rozbieganych żywych oczu i poprzepalanego papierosami ubrania , szybko przebiegający salę z nowym pejzażem, portretem , robionymi akwarelą ,ołówkiem i jasnymi plamami chlastanej na płótno farby , rzucony w latach powojennych w tę małą mieścinę , następnie nagrodzony medalem zasługi i nagrodą kulturalną województwa. Nie szukałem na to nigdy odpowiedzi i dzisiaj jej zapewne nie mam, chociaż znałem pana K. jeszcze dawniej , rozmawiałem z nim nieraz , a tu siostra, którą nazywaliśmy wiewiórką z racji rudych puszystych włosów rozniosła już kolację zamknęła okno, bo po niebie idą szare, zwełnione chmury, dobranoc chłopcy , dobranoc, dobranoc, po niedalekim wiadukcie przeturkotał pociąg, szpital zwolna zamierał w ciszy pociemniałej nagle, a swoją drogą ten pan—jest ciekawym człowiekiem , chociaż nie ma ludzi nieciekawych, zajmował kiedyś niewielki pokoik w mieszkaniu rodziny zecera, dobrego fachowca miejscowej drukarni. Ciasno tu było, niewygodnie, za mało światła na twórczość malarską, ale tak jakby własny kąt, chociaż na sublokatorce. Sympatyczna , gadulska gospodyni z garbem, poczęstowała czasem kolacją ,podwieczorkiem, obiadem, a pan K. patrząc na nią z profilu, rysował dwugarbne wielbłądy, które wkrótce stały się jego ulubionymi zwierzętami. Czasami była również gorycz, był smutek, pan K. wtedy malował szczególnie dużo i tak sobie gaworzył ze mną, ten mój brat, wie pan, to się dopiero urządził, historyk, panie ale z głową teraźniejszą , forsa mu płynie strumieniami , mieszkanko w mieście wojewódzkim ,przyjęcia, rauty i tak stale za pan brat z władzami. Ja chciałem tylko malować, ale etat by się przydał, nie dali, „jednak , po co im ja i moje obrazy, Depczyński z dekoratorni , partacz bez wykształcenia maluje kościoły to może i wymalować urzędy państwowe, bo pan go nie zna, chytra sztuka, łasa na pieniądze i wszędzie się wciśnie a w ogóle to mam ich wszystkich w dupie.” Bębnił palcami po zakurzonym stole jakiejś knajpy, wzrok mu smutniał i oczekiwał mojego zdania. A potem, dziwki mnie nie interesują ,owszem, pociągnąć lubię, ale tu wszędzie zaraz człowieka palcem wytykają. Matejko to jest malarz dla nich, ogiery Chełmońskiego i przodownicy pracy z laurkami na głowach , a ta cała nowoczesność, tfuj, w Oddziale Kultury powiedzieli, znajdziemy dla pana pracownię, zaopiekujemy się, zatrudnimy, a wyszło z tego gówno, chcieli wykurzyć z tego miasta, wyrzucić jak łajno na śmietnik, szykanowali, kiedyś przychodzi taki jeden i mówi , towarzyszu, was sekretarz wzywa, a ja mu, sekretarzowi do mnie taka sama droga , a jak chce to niech przyśle samochód, i nie poszedłem. No to lu, wypijmy, znów bębnił palcami po stole, niech to diabli wezmą , stypendium ministerstwa skończyło się, do szkół nie przyjmują, bo tam „fachowcy” rysunków uczą nasze dzieci, mieszkać nie ma gdzie , moi gospodarze kupili domek i wyprowadzili się, niech pan, panie K. mieszka tu dalej, ale na ich miejsce przyszła liczna rodzina, dzieciarnia też musi oddychać, a było tego dużo, aż roiło się, zostawiłem u nich na strychu trochę obrazów, te z tej pierwszej i ostatniej wystawy w tym podłym mieście, przestałem malować dwugarbne wielbłądy o jednym oku, wyszedłem do kwaterunku , tu znów o opiece, my damy, pomożemy…,po kilku dniach znów poszedłem, panie K. dlaczego pan taki niecierpliwy, niech pan zaczeka, a ja przecież chcę tylko mieć jeden pokój , wiesz, no to cyk na bruderszaft, jeden pokój słoneczny , gdzie mógłbym łapać kolory jak Cezanne czy Gauguin w Prowansji, cholery znów nie dali , kazali czekać, na milicji nie chcieli zamknąć na noc, u znajomych nie można było co noc spać. A tu chłód rozchodził się po kościach magmą zmęczenia , bo to przecież była późna jesień, w parku było zimno, więc i jakoś straszno w nocnym szmerze opadłych liści, rano zdmuchiwałem z ubrania szron puszysty jak pierzyna, aha, kilka nocy spałem w muzeum, rekonstruowałem im wnętrze, kierownik mówił, panie K., my pieniędzy nie mamy , ale jakoś się policzymy , dogadamy, potem przychodziłem co dzień, za mozolną dłubaninę dostawałem kromkę chleba, taką prywatną kanapkę kierownika, a potem jak już zrobiłem co trzeba, to podziękowali, owszem, ot i dogadaliśmy się, zakaszlał się, zachłysnął dużym łykiem wódki, daj sporta, to czasami tak coś gra w płucach , ale to nie gruźlica, nie bój się, nie dam się nikomu. A wiesz, byłem cholernie głupi , już nieraz chciałem wyjechać , rzucić ten wrogi grajdół, bo tu nie życie, coś czasami coś sprzedam. Ale kto kupi pejzaż z czerwoną trawą, niebieskimi drzewami, cynobrową górą i ugrowym koniem, panie, to ten znany wariat, mówią zaraz, jak trawa jest zielona, to musi być zielona i tłumacz tu takiemu, co ja widzę, tak więc obrazu tu i tak nikt nie kupi, dla nich rykowisko z jeleniami, tak więc chciałem wyjechać, ten mój przyjaciel już dawno poszedł stąd, teraz jest nawet prezesem związku w mieście S., pisał , rzuć Janek tę dziurę, przyjedź, urządzę ciebie, i nie pojechałem, cholera, dureń z człowieka, do końca życia dureń, ot co. Ano więc chodziłem na tę milicję, prosiłem, nie chcieli przenocować, wy nie karany , a czemu mnie karzą, sypią głodem w oczy, a oczy ja mam nie po to, nimi dotykam wszystkiego i chcę mieć oczy nasycone radością , syte oczu, syte oczy , mamrotał i znów haust , no to lu , no to cyk. Z panem K. przez następne kilka miesięcy nie widziałem się. Dopiero w owym gorącym i dusznym lipcu , w wieczór blady od zachodzącego słońca i bogaty w intensywne parowanie ciał, uścisnęliśmy sobie dłonie i on przytaknął, ano gruźlica, oh, dopiero początki, namalowałem dużo, spójrz, zaciągnął mnie do swojego łóżka, ze sporego stosu obrazów wyjmował coraz to nowe, przerzucał mi przed oczyma, migały słoneczne krajobrazy, pastelowe barwy przynosiły uspokojenie, dawały radość, jutro wychodzę, ciepło, lato w pełni, można spać byle gdzie, zdziwiłem się , nie ma mieszkania, nie ma , nie ma i nie będzie, na jesień znów tu przyjdę, po ludzku tu traktują, nie zabraniają malować, rubensowskie pyzate dziewczęta pozują cierpliwie, jest i martwa natura i plener doskonały za oknem, mimo żartu, skurczył się w sobie, złapał oddech i wyciągnął lepką dłoń na pożegnanie , no tak, z włosów dziewcząt w białych fartuchach wyczesuje ten malarz swoją plenerową rzekę, z ich sylwetek wyczarowuje płynność krajobrazu, z bieli ich fartuchów kreśli słońce, te słońca omijają go jednak z daleka, bowiem nadejdzie niedługo jesień i oprócz pastelowych barw nie będzie już miał nic innego , a właściwie będzie miał tylko smutek, powszedni ludzki , ale natężony aż do wymiarów nieludzkich, bo przerastający siły jednego człowieka. Zimne są bowiem noce późną jesienią. Z tomiku Zenona Łukaszewicza pt. „ Mój alfabet albo pstryczki i potyczki” wyd Oficyna Wydawnicza „Ziemia” Warszawa- Zielona Góra, 1993 Ireneusz Iredyński CAŁKIEM DOBRY KRYMINAŁ Wpadła mi ostatnio do ręki wznowiona przez Zakłady Wydawnicze „ Versus” w Białymstoku niewielka powieść kryminalna Umberto Pesco , zatytułowana „ Ryba płynie za mordercą”. Jest to całkiem przyzwoity” kryminał „ , którego akcja dzieje się w Rzymie w czasach nam współczesnych. Oto detektyw mający „ pozycję majątkową i sławę”, a więc pracujący w oparciu o niezbędnych mu ludzi, współpracujący z porucznikiem Gardenem z policji , zostaje poproszony o ochronę osobistą znanego producenta filmowego, którego ktoś szantażuje , grożąc zabójstwem. Detektyw Pesco przyjmuje zlecenie i czek na dwa miliony lirów. Mają się spotkać dnia następnego. Niestety , do tego spotkania nie dochodzi, bowiem w podrzędnym hoteliku zostają znalezione zwłoki producenta. Rozpoczyna się żmudne śledztwo prowadzone równolegle przez Pesco i jego przyjaciela z policji. Wysuwane są różne hipotezy, przypuszczenia, podejrzenia i przeczucia. Dochodzeniem zostaje objęty coraz szerszy krąg ludzi , na jaw wychodzi niejasna przeszłość denata , który w niewiadomy sposób dorobił się wielkich pieniędzy w Ameryce i powrócił do Włoch. Piękna żona dąży do separacji , on sam żył w odosobnieniu, korzystając z bogatej fortuny . Otacza go aura tajemniczości , a powolne śledztwo stanowi drobiazgową rekonstrukcję wydarzeń , związanych z motywami tego morderstwa. Ale oto zupełnie niespodziewanie zostaje zabity Elegant – człowiek znany detektywowi jako szef gangu, mający na sumieniu wiele wcześniej dokonanych przestępstw. Oczywiście , w epilogu tego utworu znajdujemy wyjaśnienie przyczyn zabójstwa producenta filmowego… Powieść została napisana językiem literackim o dużej urodzie , ma swoje tempo , wartką akcję i żywe , funkcjonalne dialogi. Jej konstrukcja trzyma się reguł gatunku , choć może sama akcja została zbyt powikłana , ale to przecież jest propozycja dla czytelnika ambitnego , chętnie towarzyszącego intelektualnie poszukiwaniem różnych tropów przez detektywa Pesco. Słowem – jest to literatura kontynuująca dobre tradycje światowej klasyki „ kryminałów” . Myślę ,że dla higieny naszych szarych komórek warto czasami sięgnąć po tego typu książki , czytane z dreszczykiem emocji i w poczuciu grozy, stanowiące jednak również pewną formę zrelaksowania , odprężenia psychicznego i wartościowej rozrywki. Ale oto mamy niespodziankę . Pod pseudonimem Umberto Pesco ukrywa się Ireneusz Iredyński , znany polski dramatopisarz , poeta, prozaik, nieżyjący już od kilku lat. Popularność zdobył przede wszystkim dzięki utworom dramatycznym , wystawianym na licznych scenach krajowych , takim jak „ Zejście do piekła” , „ Jasełka –modernistyczne”, „ Żegnaj Judaszu” . Podobnie zresztą dużym zainteresowaniem cieszyły się tomy jego prozy : „ Dzień oszusta” , „ Ukryty w słońcu” , „ manipulacja” czyli zbiór wierszy pt. „ Wszystko jest obok”… Życie Ireneusza Iredyńskiego było barwne; budował swoją legendę nie tylko twórczością ostrą , kontrowersyjną i niekiedy nihilistyczną , ale również – prowokującym sposobem bycia , niespokojnym i trudnym do ujarzmienia temperamentem . To życie biegło jakby paralelnie do jego oryginalnej twórczości , wypełnione poszukiwaniem tajników ciemnych stron egzystencji , prowadzeniem gry ze światem i samym sobą. Może właśnie dlatego u początków swojej pisarskiej kariery pisywał utwory sensacyjno- kryminalne, publikowane następnie w prasie śląskiej , o czym z pewnością niewielu miłośników jego twórczości wiedziało. A ta powieść , jak pisze w komentarzu Witold Migoń , zrodziła się zapewne z upodobań do wiwisekcji ciemnych sfer ludzkiego życia , zaś pretekstem umieszczania akcji w Rzymie była z pewnością fascynująca go dziewczyna , która w tym czasie przebywała właśnie we Włoszech i do której co drugi dzień telefonował. „ Włochy były na tapecie – pisze Migoń – piliśmy „ Chianti” , jedliśmy makaron , mapa i słownik były pod ręką”. Nie można się więc dziwić, że w tym utworze zaskakuje znakomita znajomość realiów włoskich i topografii Rzymu. Ale fakt, że pisarz umieścił akcję tej powieści za granicą i opublikował ją pod pseudonimem , ma jeszcze inne wytłumaczenie. Otóż polska powieść sensacyjno- kryminalna była od powojnia zbyt mocno ograniczona milicyjną , natrętną dydaktyką , krępowała wyobraźnię i nie cieszyła zbyt wielką popularnością. Aby uniknąć tej krajowo- milicyjnej scenerii kilku pisarzy polskich uprawiało tego rodzaju twórczość także pod pseudonimem, żeby wymienić tu przykładowo Macieja Słomczyńskiego jako Joe Alexa , Tadeusza Kwiatkowskiego jako Noel Raniona czy Andrzeja Szczypiorskiego jak Marice,a S. Andrewsa. Oczywiście , to nie było zjawisko snobistyczne lub zamierzona kokieteria czytelnika . To po prostu dawało większe możliwości uwolnienia się od obowiązujących stereotypów , swobodę gry wyobraźni i możliwości ukazywania nieraz głupich i nieudolnych policjantów , których – jak wiadomo – oficjalnie w naszym kraju nigdy nie było. Pisze o tym szeroko Stanisław Barańczak w swej znakomitej książce , wydanej pt. „ Czytelnik ubezwłasnowolniony” i opatrzonej podtytułem „ Perswazja w masowej kulturze literackiej PRL” , dostępnej mi w edycji paryskiej „ Libelli” z 1983 roku. Autor wiele uwagi poświęca w niej próbom klasyfikacji tego gatunku piśmiennictwa , określając go jako powieść sensacyjna. Tworzą ją : powieść kryminalna, powieść szpiegowska i powieść grozy. Z kolei powieść kryminalna , do której zalicza się utwór Iredyńskiego , ma swoje dwa rozgałęzienia : powieść detektywistyczna i powieść kryminalno- sensacyjna. Barańczak przeprowadza wnikliwa analizę tego typu utworów , egzemplifikując swoje wywody typowymi cechami , znamionującymi poszczególne rodzaje szeroko pojętej powieści sensacyjnej. Podczas lektury utworu Iredyńskiego zastanawiałem się , do jakiej grupy on przynależy. Sądzę jednak , że zawiera on elementy charakteryzujące kilka odmian prozy tego gatunku. Niemniej , nie deprecjonuje to jego wartości. Iredyński po śmierci puka do naszych drzwi w swej mało znanej postaci. Otwórzmy je gościnnie. Nie pożałujemy! ” Mój alfabet czyli pstryczki i potyczki” Zenona Łukaszewicza, został wydany w 1993 roku nakładem Związku Twórczego Pisarzy Polskich. Tomik ten znajduje się w Polskiej Bibliografii Literackiej Instytutu Badań Literackich PAN w Warszawie. Zamieszczam tutaj teksty poszczególnych rozdziałów. Ta opowieść porusza najgłębsze struny emocji, a siła przedstawianego Człowieka dodaje sił, by żyć …. > Nie mogę zapomnieć tego, co przeczytałam….. Spragniona większej liczby informacji, poszukałam w necie. I tak : W Wikipedii znalazłam informację , która uzupełnia tekst Zenona. Cytuję : Michał Kaziów urodził się 13 września 1925 r. w Koropcu, zmarł 6 sierpnia 2001 w Zielonej Górze. 5 października 1945 roku , czyli nie pod koniec wojny, jak pisze mój brat, a już po wojnie, na skutek wybuchu miny stracił wzrok i obie ręce. W 1996 roku za zbiór opowiadań „ Piętna miłości ” otrzymał Lubuski Wawrzyn Literacki. W wydaniu internetowym Tygodnika Katolickiego Niedzielnego Henryk Szczepański tak pisał o tym niezwykłym człowieku: >….. ” Mój alfabet czyli pstryczki i potyczki” Zenona Łukaszewicza, został wydany w 1993 roku nakładem Związku Twórczego Pisarzy Polskich. Tomik ten znajduje się w Polskiej Bibliografii Literackiej Instytutu Badań Literackich PAN w Warszawie. A oto fragment zatytułowany ” Jan Gross.” , który zamieszczam tutaj w całości. > W tomiku Zenona Łukaszewicza pt. ” Mój alfabet czyli pstryczki i potyczki” wyd. w 1993 roku nakładem Związku Twórczego Pisarzy Polskich.( tomik ten znajduje się w Polskiej Bibliografii Literackiej Instytutu Badań Literackich PAN w Warszawie) znalazłam tekst o Krystynie Kamińskiej , wielce zasłużonej dla Gorzowa literatce i organizatorce życia kulturalnego. Ta opowieść zamyka okres do 1993 roku, gdyż wtedy wydano ten tomik…. > O Marii Przybylak wspomina Zenon Łukaszewicz na stronie 157 tomiku zatytułowanego ” Mój alfabet czyli pstryczki i potyczki” który był wydany w 1993 roku nakładem Związku Twórczego Pisarzy Polskich. Tomik ten znajduje się w Polskiej Bibliografii Literackiej Instytutu Badań Literackich PAN w Warszawie. Tekst załączam w całości, myśląc o przyjaznej mi i bliskiej gorzowiance, która spędziła swoje życie zawodowe w „ Stilonie”, wielkim, nowoczesnym zakładzie, znanym ongiś nie tylko w Polsce ale i na świecie , który w ramach naszych przekształceń ustrojowych przeszedł w obce ręce a wkrótce potem został zlikwidowany ….I tutaj zacytuję słowa mojego brata : „ jakoś smutno się zrobiło…” > „ Mój alfabet czyli pstryczki i potyczki” Zenona Łukaszewicza, został wydany w 1993 roku nakładem Związku Twórczego Pisarzy Polskich. Tomik ten znajduje się w Polskiej Bibliografii Literackiej Instytutu Badań Literackich PAN w Warszawie. Na stronach 94-97 mój brat opowiada o Henryku Krysiaku. Chcę ocalić od zapomnienia tego niebanalnego człowieka, zdolnego, o poplątanym życiorysie i ostatecznie tragicznym losie i dlatego wrzucam w całości ten tekst. Zastanawiam się nad tym, jak dalece sami układamy sobie życie, kierujemy swoimi dziejami a może jesteśmy tylko liściem , który kiedyś spada i miota nim wiatr po bezdrożach……. > O Kazimierzu Jankowskim wspomina Zenon Łukaszewicz na stronach 61- 82 tomiku pt. ” Mój alfabet czyli pstryczki i potyczki” (wyd. w 1993 roku nakładem Związku Twórczego Pisarzy Polskich ). Tomik ten znajduje się w Polskiej Bibliografii Literackiej Instytutu Badań Literackich PAN w Warszawie. Tekst ten ( jak i inne z „ Alfabetu…” ) załączam w całości. Czytam z podwójnym wzruszeniem, bo po pierwsze napisał go mój brat i teraz w miarę upływu lat coraz bardziej doceniam silne związki Zenona z tymi ziemiami, gdzie przyszłam na świat a wreszcie po trzecie w Gorzowie mam bliską mi Osobę, która spędziła swoje życie zawodowe w nieodżałowanym „ Stilonie”, niegdyś chlubie miasta i kraju…. > Posłowie do tomiku Zenona Łukaszewicza pt „ Mój alfabet albo pstryczki i potyczki” wyd. Oficyna Wydawnicza „ Ziemia” Warszawa- Zielona Góra, 1993 napisał Zygmunt Trziszka. Oto cała treść…. Posłowie W czasach tego strasznego bezhołowia , gdy już nie wiadomo czy spośród żyjących pisarzy mamy wyłącznie samozwańców, gdy nie ma na lekarstwo prawdziwej beletrystyki , a o krytyce literackiej nie ma już nawet co wspominać – pojawia się na rynku „ wolnym” książka Zenona Łukaszewicza. Jego książka „ Mój alfabet albo…” jest książką niezwykłą z kilku powodów. Zenon Łukaszewicz krytyką literacką zajmował się całe życie , a przy tym ułatwił poprzez mądre doradztwo ulokowanie się paru pisarzom na polskim Parnasie. To była i jest prawie Instytucja Kulturalna, ale z usposobienia człowiek mówiący wyłącznie prawdę w oczy nie ma łatwego życia ani w komunizmie, ani w postkomunie, ani u „ leberałów”. Ci ostatni przez jakiś czas zabiegali o jego teksty w „ Gazecie Nowej”, ale jakoś się zmiarkowali , że są to teksty „ antysystemowe” w ogóle . Szuka się przyczyn , czemu Zenon Łukaszewicz nie pasuje do żadnego układu i ktoś sobie przypomniał , że dla „ chleba panie” pracował w pismach dawnej nomenklatury , która i dzisiaj jest na dobrej pozycji . Nikt nie chce pamiętać , że jedyny Łukaszewicz przez całe życie pozbawiał wszystkich grafomanów ( bez względu na czerwoną maść) dobrego samopoczucia , że znał miejsce Kajana i Koniusza, że Izy K. nie widział wśród literaturorobów . Dużo by o tym mówić – ale o tym wszystkim jest ta książka. „ Mój alfabet albo…” bardziej jest z potyczek wzięty aniżeli z „ sylabizowania alfabetycznego”. To po prostu książka prezentująca „ krytykę żywą” w znaczeniu wziętym z nomenklatury Leopolda Buczkowskiego. W tym przypadku na zasadzie „ uderz w stół”, na bodziec krytyka reaguje krytykowany , niejeden grozi sądem albo sądem bez kryminału , to znaczy vice versa. Zresztą niestosowne są te wszystkie moje skłonności do prześmiewstwa , które zresztą nigdy nie obejmowało Zenona Łukaszewicza , bo to mój najprawdziwszy literacki ojciec chrzestny , który wywiódł mnie na wolność twórczą z domu gorzowskiej niewoli , gdzie patent na pisarzy władze partyjne przyznawały wyłącznie Morawskiemu i Ankiewiczowi . Prawa tego nigdy też nie otrzymał Zenon Łukaszewicz , który pojawiwszy się w stołecznej Zielonej Górze jako człowiek utalentowany , skazywany był przez różnych mocodawców słowa na dolę murzyna . Dosłownie. I tak by było po dzień dzisiejszy , gdyby nie ukazanie się tej książki . To rzeczywiste lustro przechadzające się po gościńcu , gdzie pełno brukowców zamiast książek . Gazety , brukowce to już domena innych. Książka ma dodatkowy walor- staje murem przy kulturze narodowej w krainie Oderlandzkiej . Trzeba sobie i z tego zdawać sprawę , bo my tu oparci o Odrę zrobiliśmy sporo dla sprawy tożsamości tego narodu , a Zenon Łukaszewicz był pierwszy wśród tych , którzy nie znosili literatury koniunkturalnej , tępił zaprogramowane przez mecenasów ludnościowe integracje , fikcyjne , urodzone wyłącznie w ich mózgach . Niżej podpisanemu też potrafił wynaleźć sporo takich kartek , a tym samym pozwolił ocknąć się i nie brnąć w schematy. Moim zdaniem ta książka zadziwi Warszawę i „ warszawkę”, jedna przyzna się do zadziwienia , inna zbagatelizuje , dopytując czy to Łukaszewicz z tych Łukasiewiczów. Niech ta krytyka niezależna od nikogo toruje drogę literaturze polskiej , która przyjdzie po obecnym piśmiennictwie polskojęzycznym. Zygmunt Trziszka ” Mój alfabet czyli pstryczki i potyczki” Zenona Łukaszewicza, został wydany w 1993 roku nakładem Związku Twórczego Pisarzy Polskich. Tomik ten znajduje się w Polskiej Bibliografii Literackiej Instytutu Badań Literackich PAN w Warszawie. Stamtąd jest ten tekst, JAK WYKREOWAŁEM ZYGMUNTA TRZISZKĘ Autora wielu interesujących tomów prozy nowelistycznej i powieściowej , poświęconej tzw. tematyce zachodniej , zaliczanego przez krytykę , z Henrykiem Berezą na czele , do głównych przedstawicieli nurtu wiejskiego polskiej literatury współczesnej , poznałem w 1961 roku w Gorzowie . Redagowałem wówczas gazetę zakładową „ Stilon Gorzowski”, starając się o otwartą formułę pisma na problemy całego miasta , zwłaszcza wiele uwagi poświęcając wydarzeniom kulturalnym . Gazeta była kolportowana przez kioski „ Ruch” i nie miała wtedy oczywiście żadnej konkurencji , gdyż tygodnik „ Ziemia Gorzowska” zrodził się dopiero po 1975 roku. Nie zaniedbując tedy problematyki stricte fabrycznej , starałem się wraz ze społecznym zespołem zaistnieć w życiu społeczno – kulturalnym Gorzowa , publikując recenzje Zdzisława Morawskiego pod pseudonimem Z. Rawskiego , teksty miejscowych dziennikarzy- profesjonalistów z oddziału „ Gazety Zielonogórskiej” , żeby przykładowo wspomnieć Henryka Ankiewicza czy Stanisława Fertlińskiego , dziś zielonogórzan . I pewnego dnia – nie pomnę już w jakich okolicznościach – poznałem Zygmunta Trziszkę , który wraz z żoną pracował w szkole podstawowej w podgorzowskiej Kłodawie . Trziszka zrobił na mnie duże wrażenie , z różnych powodów. Nie wspominam już tego , iż to nazwisko kojarzyło mi się z zabawną czeską komedią filmową „ Kłopoty referenta Trziszki „ , ale głównie dlatego , że poznałem człowieka niewątpliwie impulsywnego , o okropnych manierach , usposobieniu choleryka , aczkolwiek przy tym wytwarzającego wokół siebie jakby aurę typowego „ homo ludens”, w całej swej wiejskiej krasie i prostocie . Zaproponowałem mu współpracę z gazetą i nawet coś w niej wydrukował . Ale bliżej poznałem go nieco później. Otóż właśnie wówczas w Gorzowie powstał ośrodek Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy , działający pod egidą Związku Młodzieży Wiejskiej. Zygmunt Trziszka został jego przewodniczącym . Ujawnił swoje talenty prozatorskie oraz umiejętności organizacyjne . Postanowiliśmy, że wspólnie wydamy jednodniówkę KKMP jako dodatek literacki „ Stilonu Gorzowskiego”, dając jej tytuł „ Nadwarcie”. Przed opisem realizacji tego zamysłu chciałbym jednak wyjaśnić , skąd w Kłodawie znalazł się Zygmunt Trziszka . Otóż przyszły pisarz , urodzony w 1936 roku w Wełdzirzu w dawnym województwie stanisławowskim , po wojnie wraz z rodziną znalazł się na Ziemi Lubuskiej . Matka i młodszy brat do dzisiaj mieszkają w Lubsku , on zaś- po ukończeniu zielonogórskiego Studium nauczycielskiego – pracę znalazł właśnie w Kłodawie . Wraz z żoną mieszkał w zaniedbanym , nie ogrzewanym zimą domu , mając za sąsiada człowieka niezbyt sympatycznego , pracującego jako sprzątacz w gorzowskim szpitalu psychiatrycznym. Ta kłodawska wegetacja jawi się dziś pisarzowi jako koszmarne wspomnienie , głębokie pasmo cienia . Jednak niezwykle mocny instynkt witalny rodził w nim potrzebę ucieczki z tego wątpliwej jakości azylu , rodził przeczucie potrzeby pisarskiego powołania i wyrażenia osadniczych wspomnień i wyrwania się w środowiska o większym intelektualnym i głębszych aspiracjach artystycznych . Otóż myślę , że taką pierwszą próbę dojrzewania ludzkich i pisarskich imperatyw była działalność Trziszki w gronie ludzi , stawiających dopiero pierwsze kroki w literaturze , a także – ów zamysł wydania jednodniówki , o czym wcześniej wspomniałem. Po przełamaniu wielu barier biurokratycznych i uzyskaniu niezbędnych funduszy udało nam się wreszcie w grudniu 1961 roku wydać” Nadwarcie”, odnotowane zresztą później w wielu publikacjach prasoznawczych. Na czterech stronach niewielkiego formatu zdołaliśmy pomieścić sporo różnych tekstów . Zygmunt Trziszka , poza informacyjnym komentarzem na temat działalności ośrodka KKMP , opublikował opowiadanie „ Jesień” oraz ponureskę „ Smak Pióra”, Henryk Ankiewicz wydrukował jedyne chyba w swoim dorobku opowiadanie „Kosmata łapa” oraz reportaż „ Listy miłosne mordercy”, niżej podpisany- młodzieńcze opowiadanie „ Rozmowa przy kratach”. Nie poskąpiliśmy miejsca dla poetów in spe . W jednodniówce znalazły się wiersze Andrzeja K. Waśkiewicza , Wincentego Zdzitowieckiego , Czesława M. Czyża, Floriana Nowickiego , Jadwigi Wawrzyniak i Tadeusza Mazura. Całość wzbogaciły piękne fotogramy Waldemara Kućki , szata graficzna była całkiem niezła. Ta inicjatywa została przychylnie przyjęta , przygotowaliśmy się do następnej, ale życie pokrzyżowało plany i nic z tego już chyba nie wyszło. Zygmunt Trziszka , sądząc po jego samopoczuciu , zyskał wówczas potwierdzenie własnych możliwości pisarskich . Gdy podczas pobytu w Zielonej Górze dowiedziałem się , że WK ZSL poszukuje dziennikarza z wiejskim rodowodem do redagowania zielonogórskiej mutacji poznańskiej „ Gazety Chłopskiej” , niezwłocznie powiadomiłem tym Zygmunta, zwłaszcza iż czekało również ładne mieszkanie . I tak w 1962 roku pisarz przeniósł się do Zielonej Góry , gdzie bliżej zaprzyjaźnił się z Andrzejem Waśkiewiczem , wydając potem wspólne publikacje pt. „ Dojrzewanie”, czyli sylwetki zasłużonych działaczy ruchu ludowego na Ziemi Lubuskiej . Trzy lata później w LSW ukazał się debiutancki zbiór opowiadań Trziszki pt .” Wielkie świniobicie”. I tak to się zaczęło… Pisarz jedną ze swoich późniejszych książek eseistycznych nazwał „ Podróżami do mojej Itaki”, wykazując serdeczne związki , jakie połączyły go z Ziemią Lubuską . A mnie, podczas nieczęstych spotkań , nazywa swoim kreatorem , co brzmi prześmiewczo, w stylu Trziszkowatym . Ale prawdą jest też , że przypadek losu zetknął nas i mogłem mu w jakimś małym stopniu dopomóc , na miarę własnych możliwości , choć nie wszystko bezkrytycznie oceniając, co potem napisał i wydał. Toteż , jeżeli trudno określić czas i miejsce stworzenia świata przez Pana Boga , to łatwiej precyzyjnie umieścić w czasie i przestrzeni narodziny pisarskie Zygmunta Trziszki.
Featured On We don‘t have an album for this track yet. View all albums by this artist Featured On We don‘t have an album for this track yet. View all albums by this artist Don't want to see ads? Upgrade Now External Links Apple Music Don't want to see ads? Upgrade Now Shoutbox Javascript is required to view shouts on this page. Go directly to shout page About This Artist Artist images Lato Muminków 68 listeners Related Tags bajkaryjka harce na gitarcemala mi zapierdala na flecie Do you know any background info about this artist? Start the wiki View full artist profile Similar Artists Shanghai Nobody 6 listeners Levity 2,619 listeners Magda Umer i Grzegorz Turnau 4,807 listeners Kabaret Starszych Panów 8,313 listeners T-Raperzy znad Wisły 9,064 listeners Elżbieta Adamiak 9,164 listeners View all similar artists
383 r. - papież Damazy I zleca Hieronimowi ujednolicenie przekładów starołacińskich 390-405 r. - tłumaczenie ST z tekstu hebrajskiego VIII w. - rewizja Alkunina z Tours i Theodulfa z Orleanu XI w. - rewizja Lanfranka z Bec i Stefana Hardinga XIII w. - wydanie zrewidowanego tekstu Wulgaty pod nazwą Biblia paryska 1455 - Wulgata jako pierwsza wydrukowana książka 1528 - pierwsze wydanie krytyczne Roberta Stefanusa 1546 - uznanie na Soborze Trydenckim za oficjalny przekład katolicki 1590 - Wulgata Sykstyńska 1592 - Wulgata Klementyńska 1979 - Neo-Wulgata Przykłady „pomyłek" Wulgaty: Rdz 3,15 Protoewangelia • Wulgata: Inimicitias ponam inter te et mulierem et semen tuum et semen illius: ipsa conteret caput tuum et tu insidiaberis calcaneo eius • BWujka: Położę nieprzyjaźń między tobą, a między niewiastą; i między nasieniem twoim a nasieniem jej, ona zetrze głowę twoją, a ty czyhać będziesz na piętę jej. • BTysiąclecia: Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę. Wj 34, 29 - „rogi" Mojżesza • Wulgata: cumque descenderet Moses de monte Sinai tenebat duas tabulas testimonii et ignorabat quod cornuta esset facies sua ex consortio sermonis Dei • BTysiąclecia: Gdy Mojżesz zstępował z góry Synaj z dwiema tablicami Świadectwa w ręku, nie wiedział że skóra na jego twarzy promieniała na skutek rozmowy z Panem. 1J 5, 7-8 COMMA JOANNEUM • Wulgata: 7 Quoniam tres sunt, qui testimonium dant in caelo: Pater, Verbum, et Spiritus Sanctus: et hi tres unum sunt. 8 Et tres sunt, qui testimonium dant in terra: spiritus, et aqua, et sanguis: et hi tres unum sunt. • BWujka: 7 "Albowiem trzej są, którzy świadectwo dają na niebie: Ojciec, Słowo i Duch Święty: a ci trzej jedno są; 8 A trzej są, którzy świadectwo dają na ziemi: Duch i woda i krew: a ci trzej jedno są". CHRONOLOGIA POLSKICH PRZEKŁADÓW PISMA ŚWIĘTEGO (XV w.) Psałterz floriański - najstarszy znany polski fragment przekładu Biblii. Prace nad Psałterzem rozpoczęły się około roku 1398, prawdopodobnie z fundacji królowej Jadwigi (pierwszej żony Władysława Jagiełły). (1445-1453) Biblia królowej Zofii (Biblia szaroszpatacka) - z Wulgaty na podst. przekł. czeskich (1532) Psałterz Krakowski (1539) Psałterz Walentego Wróbla (1541) Psałterz Mikołaja Reja (1551) Nowy Testament Stanisława Murzynowskiego, - przekład luterański z języka greckiego - z tekstu opracowanego przez Erazma z Rotterdamu, pierwszy polski przekład Nowego Testamentu, wydany drukiem w Królewcu nakładem Jana Seklucyana. (1556) Nowy Testament Marcina Bielskiego, katolicki przekład z Wulgaty wznawiany jeszcze w 1564, 1566, 1568. (1556) odkryty przez Brückner'a, wydany w Krakowie jako Nowy Testament Szarffenbergera (1558) Wierszowany psałterz Jakuba Lubelczyka wydrukowany w drukarni Macieja Wirzbięty. (1561) Biblia Leopolity lub Biblia Szarffenbergowska, z Wulgaty tłumaczył ks. Jan Nicz ze Lwowa (pseudonim Leopolita = "Lwowianin") Pierwszy drukowany polskojęzyczny przekład całej Biblii, dokonany na zlecenie Marka i jego syna Stanisława Szarffenbergów. Przekład zadedykowano Zygmuntowi II Augustowi. Gigantyczną księgę zaopatrzono w 284 drzeworyty obrazujące różne sceny biblijne. (1563) Biblia Brzeska (Biblia Radziwiłłowska, Biblia Pińczowska) - przekład kalwiński, pierwszy z języków oryginalnych, zlecony przez księcia Mikołaja Radziwiłła, wznawiany w częściach i całości w latach 1564, 1580, 1585, 1593. (1570) Nowy Testament Szymona Budnego - ariański przekład wchodzący w skład wydrukowanej w 1574 roku Biblii Nieświeskiej; (1574) Biblia Nieświeska - ariański przekład Szymona Budnego, wydany nakładem M. Kawieczyńskiego drukarza w Nieświeżu (1577) Nowy Testament Marcina Czechowica - (wydrukowany w Rakowie na użytek arian); (1579) Psałterz Jana Kochanowskiego , do 1642 ponad 20 wydań (1593) Nowy Testament ks. Jakuba Wujka - katolicki przekład, który wszedł w skład Biblii ks. Wujka, wydanej jako całość. (1599) Biblia Wujka - klasyczne i najpopularniejsze tłumaczenie katolickie do czasów BT (1605) Psałterz Macieja Rybińskiego, luteranina. (1606) Nowy Testament w przekładzie Walentego Szmalca (1606) Nowy Testament Daniela Mikołajewskiego - protestancki przekład wchodzący w skład Biblii Gdańskiej (1632) Biblia Gdańska - luterańskie tłumaczenie Biblia, powstałe jako wynik rewizji Biblii Brzeskiej, czeskiej (1579-1593), francuskiej, łacińskiej Pagninusa i Wulgaty, dokonane przez Daniela Mikołajewskiego, seniora zborów kujawskich, oraz Jana Turnowskiego seniora jednoty braci czeskich w Wielkopolsce. Wydana także później w 1660 w Amsterdamie i jeszcze wielokrotnie w XVIII, XIX i XX wieku. Współcześnie wydawana Biblia Gdańska to wersja z poprawkami językowymi (rewizja) z 1738 roku, znana też jako Biblia Królewiecka, z Nowym Testamentem poprawianym jeszcze raz w 1881 roku ("rewizja warszawska"). Ostatnie znane nam wydanie z księgami deuterokanonicznymi miało miejsce w 1913 roku w Halles (1688) Psałterz w przekładzie Wojciecha Tylkowskiego (1786) Psałterz w przekładzie Franciszka Karpińskiego (1878) Psałterz w przekładzie Kazimierza Bujnickiego, wydany pośmiertnie (ok. 1860) Nowy Testament i Psalmy w przekładzie Bolesława Goetze (1863) Pięcioksiąg Mojżesza dla Żydów-Polaków (Chamiszach Chumsze Torah); tłum. Daniel Neufeld; t. I: Księga Rodzaju oraz t. II: Księga Wyjścia (1878) Przysłowia Salomona, tłum. Izaak Kramsztyk. Warszawa (1883) Psalmy, Izaaka Cylkowa (1895) Przysłowia Salomona wierszem z hebrajskiego, tłum. Numa (Joachim) Hirstein, Warszawa (1895) Pięcioksiąg Mojżesza, Izaaka Cylkowa (1896) Księga Izajasza, Izaaka Cylkow (1898) Kohelet czyli Kazania Salomona z hebrajskiego wierszem, tłum. Numa (Joachim) Hirstein, Warszawa (1899) Księga Jeremiasza, Izaaka Cylkowa (1900) Księga Ezechiela, Izaaka Cylkowa (1901) Księgi Dwunastu Mniejszych Proroków, Izaaka Cylkowa (1903) Księga Hjoba, Izaaka Cylkowa (1904) Księgi Pięciu Megilot, Izaaka Cylkowa (1905) Księga Jozuego, Izaaka Cylkowa (1905) Przypowieści Salomona, Izaaka Cylkowa (1913) Księga Sędziów, Izaaka Cylkowa (1913) Księga Samuela, Izaaka Cylkowa (1914) Księga Królów, Izaaka Cylkowa (1917) Ewangelie i Dzieje Apostolskie - ks. Władysław Szczepański - przekład z Wulgaty (1927) Chwała Boża (Psałterz Dawidowy), tłum. Fryderyka Aszkenazego, ks. 1-5, Lwów (ok. 1926-1930) Przekład Mariawicki (1931) Pięcioksiąg Mojżesza, tłum. Józefa Miessesa, cz. 1-5 (1937) Pięcioksiąg Mojżesza, tłum. Salomona Spitzera, Kraków (1947) Ewangelie i Dzieje Apostolskie - ks. Feliks Gryglewicz (1949) Nowy Testament w przekładzie ks. Eugeniusza Dąbrowskiego (1956) Nowy Testament w przekładzie Seweryna Kowalskiego (1958) Dobra Nowina według Mateusza i Marka - Władysław Witwicki (1965) Biblia Tysiąclecia powstała z inicjatywy Benedyktynów Tynieckich (później wielokrotne wydania po rewizjach) - oficjalna liturgiczna wersja Biblii używana przez Kościół Katolicki w Polsce (lata 60. i 70.) Przekłady biblijne Romana Brandstaettera: Ewangelie, pisma św. Jana Ewangelisty, księgi Hioba, Koheleta i in. (1973-1975) Biblia Poznańska czterotomowe wydanie katolickie z obszernymi przypisami (1974) Księga Rodzaju, tłum. Artura Sandauera, "Literatura na Świecie" (1974) nr. 3, s. 4-177 - tzw. tłumaczenie laickie, Eksperymentalny przekład Księgi Rodzaju, w 1977 zamieszczone w książce Artura Sandauera "Bóg, Szatan, Mesjasz i...?", wydanej przez Wydawnictwo Literackie w Krakowie. (1975) Biblia Warszawska (tzw. "brytyjka"), opracowany przez polskie środowiska protestanckie przekład wydany przez Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne (1975) Ewangelie i Dzieje Apostolskie - Walenty Prokulski (1976) Nowy Testament Kazimierza Romaniuka (lata 70 i 80) Przekłady biblijne Czesława Miłosza: Ewangelia Marka, Apokalipsa św. Jana, księgi pięciu Meligot, księga Hioba, księga Mądrości (1989) Słowo Życia - parafraza tekstu Nowego Testamentu we współczesnym języku polskim (1991) Nowy Testament, przekład na współczesny język polski staraniem Brytyjskiego i Zagranicznego Tow. Biblijnego ("Nowy Przekład") - znacznie uwspółcześniony w stosunku do Biblii Warszawskiej język, przekład z języka greckiego opracowany przez polskie środowiska protestanckie. (lata 90 XX wieku) Biblia Lubelska (kolejne księgi wydawane sukcesywnie do dziś) (lata 90. XX wieku) Nowa Biblia Gdańska (z inicjatywy baptystów) (1993) Grecko-polski Nowy Testament, tłum. ks. Remigiusza Popowskiego i Michała Wojciechowskiego - przekład interlinearny z kodami gramatycznymi (1994) Przekład filologiczny NT Sławomira Łuczkiewicza (jak dotąd tylko Ewangelie i Ap) (1995) Ewangelia Mateusza - Anna Świderkówna, (1997) Ewangelia Marka - Anna Świderkówna, (1997) Biblia Warszawsko-Praska w przekładzie ks. biskupa Romaniuka (pierwszy od czasu Biblii ks. Wujka przekład całości Biblii dokonany przez jedną osobę) (1997) Przekład Nowego Świata (z języka angielskiego) - sfałszowany i tendencyjny przekład Świadków Jehowy (1997) Synopsa czterech Ewangelii w nowym przekładzie polskim - Michał Wojciechowski (2000) Dobra nowina według św. Marka - ks. Tomasz Węcławski (2000) Nowy Testament, Przekład na Wielki Jubileusz Roku 2000 (2001) Przekład Ekumeniczny (Nowy Testament i Psalmy) - opracowany przez międzywyznaniowy zespół tłumaczy (z 11 Kościołów!), z inicjatywy Towarzystwa Biblijnego w Polsce. (2001) Księga Daniela w przekładzie z języków oryginalnych - pastor prof. zw. dr hab. Zachariasz Łyko - adwentyści (2001) ęłęóTora Pardes Lauder. Księga I Bereszit - tłum. r. Sacha Pecaric (2002) Przekłady pastora Piotra Kotarby-Kaczora -Księga Daniela, -Dobra Nowina Królestwa Łaski według apostoła Mateusza, -Dobra Nowina Czynów Sługi Bożego według św. Marka (2003) Hebrajsko-polski Stary Testament - Pięcioksiąg, tłum. Anna Kuśmirek, przekład interlinearny (2003) Tora Pardes Lauder. Księga II Szemot - tłum. r. Sacha Pecaric (2004) Ewangelia Łukasza - Zygmunt Kubiak (2004) Biblia Ewangeliczna, Przekład dosłowny (2004) Biblia Ewangeliczna, Przekład literacki (2005) Nowy Testament i Psalmy (Wyd. Paulistów) -przekład pastoralny na współczesny język polski, rezygnujący z utrwalonej terminologii (2005) Nowy Testament z perspektywy żydowskiej (NTPŻ, zamieszczony w: Komentarzu żydowskim do Nowego Testamentu, wyd. Vacatio) przekład The Jewish New Testament Davida H. Sterna, jest interpretacją tekstu greckiego dokonaną z perspektywy Żyda mesjanistycznego (2005) Tora Pardes Lauder. Księga III Wajjikra - tłum. r. Sacha Pecaric (2005) Tora Pardes Lauder. Księga IV Bemidbar - tłum. r. Sacha Pecaric (2005) Nowy Testament w przekładzie na gwarę górali Skalnego Podhala (2005) Dobra Czytanka wg św. ziom'a Janka (przekład na język slangowy, (2006) Tora Pardes Lauder. Księga V Dewarim - tłum. r. Sacha Pecaric (2008) Biblia Paulistów (2008) Przekład Ekumeniczny, księgi dydaktyczne ST (2008) Hebrajsko-polski Stary Testament - Prorocy, tłum. Anna Kuśmirek, przekład interlinearny (2008) Grecko-polski Stary Testament -Księgi Greckie, tłum. Michał Wojciechowski, przekład interlinearny WSPÓŁCZESNE PRZEKŁADY KATOLICKIE W Polsce niemal do czasu II Soboru Watykańskiego w nauczaniu kościelnym wykorzystywano wyłącznie przekład Jakuba Wujka z łacińskiej Wulgaty (1597). Z języka greckiego jako pierwszy w Polsce przełożył Ewangelie i Dzieje Apostolskie ks. Feliks Gryglewicz (Katowice 1947), a po nim, w sposób nowatorski, cały Nowy Testament przetłumaczyli ks. Seweryn Kowalski (Warszawa 1957) i ks. Eugeniusz Dąbrowski (Poznań 1961). Pierwszy całościowy ka9: Nadano mu [miejscu] imię Babel, bo tu zbełtał Bóg języki W jęz. hebr. gra słów. [balal = pomieszał] Rdz 16,11: Porodzisz syna i nazwiesz go Izmael, iż zmiłował się Pan nad twą udręką. W jęz. hebr. iszma-el = Bóg wysłuchał Rdz 17,5: Będziesz się zwał Abrahamem, bo obrałem ciebie na ojca wielu ludów. Rdz 18,12: Zaśmiała się do siebie Sara, mówiąc: Iza, kiedym przywiędła (...) rozkoszy zażywać będę? (...) Nazwała go Izaak. Stąd pochodzi imię Izaak [Ichaak = zaśmiać się] Rdz 25,26: Wyszedł pierwszy z włosem rudym na jeża, więc nazwała go Ezaw. Później wyszedł jego braciszek dłonią jakoby pięty Łzawa uczepiony, stąd nazwano go Jakob. W j. hebr. gra słów: Jaaqob [imię Jakub] i aqueb [pięta]. Rdz 27,36 Zaiste zwie się Jakub, alem to ja kiep, boć już dwakroć mnie okpił. Hebr. jaakow = żartowniś. Rdz 29,32 Nazwała go Ruben, bo rzekła Rób Boże miłosierdzie nad nędzą moją. Hebr. re'uben = ujrzał na ucisk Rdz 29,33: Usłyszał Bóg żem niekochana i dlatego drugiego śle mi on. Dlatego nazwała go Symeon Hebr. szim'on = usłyszał, że odsunięta Rdz 29,34: Przestanie mnie mąż poczytywać za żonę lewą, bom mu 3 synów powiła,. Dlatego nazwała go Lewi Hebr. lewi = przywiąże się Rdz 29, 35: dzięki Bogu, że mi jego dał, dlatego nazwała go Jehuda Hebr. jehuda = będę sławić Pana Rdz 30,6: Sprawiedliwość wyrządził mi Pan (..) iż syn mi jest dan. Dlatego nazwała go Dan. Hebr. dan = sądził Rdz 30,11: Pragnienie me Pan zgadł! I nazwała go Gad. Hebr. gad = szczęścił. Rdz 30,13: Aż serce rośnie, iż pozazdroszczą mi niewiasty. I nazwała go Aser Hebr. aszer = szczęśliwa. POPRAWNOŚC POLITYCZNA W PRZEKŁADACH BIBLII Lewicowa ideologia i polityczna „poprawność" wywiera niestety wpływ również na przekłady Pisma Świętego. INT The Inclusive New Testament J 8, 3 (BT): „Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie", J 8, 3 (INT) „A couple had been caught in the act of adultery, though the scribes and Pharisees brought only the woman" (przyłapano wówczas na cudzołóstwie pewną parę, chociaż faryzeusze i uczeni w Piśmie przyprowadzili tylko kobietę). Kol 3, 18 (BT) „Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu" Kol 3, 18 (INT) „You who are in committed relationships, be submissive to each other" (ci z was, którzy pozostajecie w trwałych związkach, bądźcie poddani sobie nawzajem Iz 2, 3 (BT) „Bóg Jakuba" Iz 2, 3 (INT)„Bóg Jakuba, Racheli i Lei" Niemiecka Biblia „w sprawiedliwym języku" Claudia Janssen tłumaczka tego protestanckiego przekładu uznała , że Bóg w przekładzie nie powinien być rodzaju męskiego, bo to seksizm, czyli faworyzowanie mężczyzn kosztem kobiet na kartach Biblii. Przykłady zmian dyktowanych polityczną poprawnością: Ojcze nasz -> Ojcze nasz i Matko nasza Królestwo Boże -> sprawiedliwy świat Miłujcie się jak bracia -> miłujcie się jak rodzeństwo Bracia -> bracia i siostry Pan -> Wieczny (Słowo „Pan" kojarzy się bowiem z feudalizmem) Panie -> Ty Bóg -> Istota Żywa Bibia Edycji Św. Pawła Jk 1, 12. 20 - CZŁOWIEK ZAMIAST MĄŻ BT „Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie (...) Gniew męża nie wykonuje sprawiedliwości Bożej" Bpa „Szczęśliwy człowiek, który mimo pokusy wytrwa w dobrym (...) Człowiek zagniewany nie postępuje według Bożej sprawiedliwości". Gal 3, 26 - DZIECIĘCTWO BOŻE ZAMIAST SYNOWSTWA BOŻEGO BT „wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi" Bpa „wszyscy przecież dzięki wierze w Jezusa Chrystusa jesteście dziećmi Bożymi" J 6, 10 - NIE TYLKO MEŻCZYŹNI BT „Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy" Bpu „Usiedli więc, a liczba samych mężczyzn wynosiła około pięciu tysięcy" Autor: Artur PodsiadłyOstatnia aktualizacja: godz. 15:04 - Artur Podsiadły